Coś o listopadzie. Coś o grudniu.

Zadziwiające, że listopad tak szybko się skończył. Trudno w to uwierzyć, iż 30 dni listopadowych minęło ot tak. Ledwo co przyzwyczaiłam się, że to już listopad, a tu grudzień już nas powitał. Jednak co ciekawego wydarzyło się w listopadzie?
Miesiąc nie różnił się za bardzo od września lub października. Ponownie udało mi się przeczytać dwie książki: typowe lekkie powieści, a wszystko po to, aby choć przez chwilę wyrwać się z sideł nauki, która nie zawsze bywa miła. Podobnie jak we wcześniejszych miesiącach dodatkową lekturą były przecudowne definicje. Zdawaliście sobie sprawę z tego, że magazyn-zwykłe słowo określające budynek, w którym coś się przechowuje- ma swoją definicję, która zajmuje całą stronę A4? Jak ja uwielbiam takie niespodzianki :D

<><><><><><><><><><><><><><><><><><><><><><><><><><><><><><><><><><><><><><><><><><><>
A jakie plany na grudzień? Bardzo proste. Przeżyć i nie zwariować! Mam nadzieję, że w końcu uda mi się więcej przeczytać. Pozostało zaledwie 15 dni roboczych, a pozostałe to dni wolności i chwile sam na sam z tym wymarzonym... bohaterem książkowym. Także jeszcze przez moment trzeba popracować główką, a później szykują się leniwe dni, które wprost uwielbiam.

Życzę dużo lepienia bałwanów w grudniu!
Ania D.


P.S. Post dotyczący nowości wydawniczych na grudzień nie zostanie opublikowany. Z przykrością muszę przyznać, że nie znalazłam choć kilku ciekawych premier. Może źle szukałam, a wy wyczekujecie czegoś ciekawego?

20 komentarze