Melanże z żyletką - Łukasz Gołębiewski


"Melanże z żyletką"... słowo klucz: alkohol, a właściwie hektolitry napojów alkoholowych. Taki świat przedstawia nam autor. Świat, w którym każdy dzień przypomina poprzedni. Nic się nie zmienia. Cały czas, bez chwili odpoczynku, bohaterowie wlewają w swój organizm alkohol. Poznajemy świat alkoholika.

- Chcę cię kochać.
- Śpij Zuzka, śpij, już niebawem świt.
- Ale ja chcę prawdziwej miłości.
- Przecież ty nawet nie wiesz, czym jest prawda.
- Prawdy nie ma. Sami ją tworzymy. Stwórzmy więc razem prawdziwą miłość.
- Czego ty chcesz?
- Zrozumienia.
Co miałem zrozumieć? Że chleje od rana do wieczora? Że kłamie? Że bawi się życiem swoim i innych?

Trzydziestoparoletni mężczyzna pewnego dnia na swojej drodze spotyka młodą dziewczynę- Zuzkę, która wprowadza się do jego mieszkania. Oboje mają problemy z alkoholem. Każdego dnia staczają się na samo dno. Wraz z innymi znajomymi codziennie piją, parę godzin śpią i znowu imprezują. Czy można w ten sposób długo wytrzymać?

- Czemu się nie wyprowadziłaś?
- Nie miałam czasu.

Główny bohater zaczyna rozumieć, że nie może tak dalej żyć, że popełnił ogromny błąd pozwalając Zuzce z nim zamieszkać. Niestety, nie jest łatwo odkręcić wszystkich podjętych wcześniej decyzji.

Łukasz Gołębiewski piszę w prosty sposób. Jego język jest potoczny, często wykorzystuje kolokwializmy, a zdania są pojedyncze. Brak również zbędnych opisów. Każdy z wymienionych elementów buduje powieść bardzo prostą, a zarazem pouczającą. Wykorzystanie nieoficjalnego języka sprawia, że każdy (szary) człowiek zrozumie jego tekst, który można pochłonąć w zaledwie kilka chwil.

Chcę się z tego wydostać, ale nie potrafię. Pętla. Pieprzona pętla.

Szczerze, bardzo trudno ocenić mi "Melanże z żyletką". Jest to specyficzna książka, która skłania czytelnika do głębokich przemyśleń. Jako że autor nie owija w bawełnę, mamy do czynienia z książką, w której nie brakuje fragmentów bez cenzury. I nie chodzi mi tu o seks, który owszem pojawia się powieści, ale bardziej o przelewany alkohol i skutki jego spożywania. Alkoholizm nie jest łatwym tematem, a w książce jest numerem jeden. Może to właśnie ta bezpośredniość w pewnym stopniu mnie przeraża. Nie codziennie spotyka się tak osobliwą lekturę, która z jednej strony jest na swój sposób fascynująca i wyjątkowa, natomiast z drugiej strony może odepchnąć i zniechęcić czytelnika swoją prostotą, ale przede wszystkim prawdziwością, ponieważ czasem nie chcemy przyjąć do wiadomości rzeczy oczywistych.

P O D S U M O W U J Ą C
"Melanże z żyletką" jest książką, która owszem jest monotonna, jednak ta ciągłość powoduje, że zaczynamy się zastanawiać, dziwić, burzyć, nie dowierzać. Właśnie taka jest ta powieść, wzbudza u czytelnika skrajne uczucia, które są tak silne, że trudno jakkolwiek je opisać słowami. Po prostu trzeba samemu ją przeczytać, gdyż jest ona jedyna w swoim rodzaju. Albo komuś przypadnie do gustu albo ją znienawidzi. Dlatego też daję jej najwyższą ocenę, ponieważ jeszcze nigdy nie spotkałam się z taką powieścią.

10/10

12 komentarze