Gregor i Przepowiednia Zagłady - Suzanne Collins


Kiedy otworzysz pudełeczko z ciasteczkami i zakosztujesz jedno z nich, kiedy poczujesz słodki smak,  zapragniesz więcej. Sięgasz po kolejne, aby utrzymać słodycz w ustach, która dodaje Ci energii. Która sprawia Ci radość. Podobne odczucie mam w momencie przeczytania pierwszej części danej serii książkowej. Nie mogę dłużej czekać. Muszę. Po prostu muszę zabrać się za następny tom. 

Gregor otworzył oczy. Miał dziwne wrażenie, że ktoś go obserwuje. (...) na parapecie siedział nieruchomo (jeśli nie liczyć delikatnych ruchów czułkami) karaluch.
Gregor uwolnił swojego ojca z łap paskudnych szczurów i szczęśliwie wrócili wraz z Botką do domu. Do Nowego Jorku. Jednak jego pożegnanie z mieszkańcami Podziemia, było krótkim pożegnaniem. Karaluchy podejmują się wyzwania, aby porwać Botkę i tym samym sprowadzić chłopca ponownie do siebie. Wypełnienie Niedokończonej Przepowiedni przez Gregora dowiodło, że jest on wojownikiem wymienionym w kolejnej przepowiedni, dzięki której w Podziemiu może zapanować ład i porządek. Musi jednie pokonać złowieszczego Mortifiera, jedynego białego szczura w krainie.

Muszę przyznać, że coraz bardziej zaprzyjaźniam się z Suzanne Collins i jej niezwykle elastycznym stylem pisarskim, który powoduje, że nieźle się bawię przy powieści dla o kilka lat młodszych czytelników ode mnie. Po pierwsze nie mogę wyjść z zachwytu, jeśli chodzi o kreację postaci pojawiających się w książce. Niezwykle barwni, różnorodni, po prostu oryginalni. Wspaniale jest czytać powieść, w której bohaterowie są sprawnie opisani. Pani Collins bezbłędnie przedstawia postaci wesołe, pełne werwy i zawzięcia, zaś przy bardziej przerażających - nadaje im mroczną otoczkę. Tak, bohaterowie Kroniki Podziemia mogą stać się wzorem dla młodych pisarzy, w jaki sposób mają się prezentować osoby występujące w powieściach młodzieżowych.

Po drugie autorka zaskakuje na każdym kroku. Można by powiedzieć, że w młodzieżówka nic mnie już nie zaskoczy, a tu taka pozytywna niespodzianka. Non stop byłam rozpieszczana i głaskana po głowie, ponieważ kolejna przygoda Gregora była przyjemna i niesamowicie pomysłowa. Czytając tę książkę, czułam się jak dziecko w wesołym miasteczku. Ślę Suzanne Collins słowa podziękowania za pędzącą akcję, która wręcz mną zawładnęła. Mną całą. 

Po trzecie już nie mogę się doczekać, aż zabiorę się za zjedzenie trzeciego ciasteczka, czyli tomu pod tytułem Gregor i Klątwa Stałocieplnych.

P O D S U M O W U J Ą C
Suzanne Collins nie zwalnia tempa. Obdarowuje czytelnika sporą dawką świetnej zabawy.

3 komentarze