Ósmy kolor tęczy - Martyna Senator


Lilka od pięciu lat widzi jedynie ciemność... Osiemnastolatka w tragicznym wypadku samochodowym straciła nie tylko wzrok, ale też mamę, którą bardzo kochała. Ten dzień zmienił jej dotychczasowe życie. Dziewczyna postanawia jednak walczyć, mimo że (jak sama wspomina) początki nowego życia nie należały do łatwego okresu dla niej samej, jej starszej siostry oraz ich ojca.

Pewnego razu w swoim domu słyszy obcy, męski głos, który w swojej wypowiedzi obraża jej jedynego przyjaciela. Momentalnie czuje ona do niego odrazę, jednak los sprawia, że wspomniany chłopak staje się jej nowym nauczycielem fizyki, który nie tylko chce osiemnastolatkę dobrze przygotować do egzaminu dojrzałości, ale również pomóc jej na nowo otworzyć się na świat. Lilka zadaje sobie pytanie, dlaczego ten chłopak, za którym szaleje wiele dziewczyn, chce się z nią zaprzyjaźnić i za wszelką cenę wyciągnąć z domu?

Żyjesz jak więzień, w dodatku taki, który dobrowolnie zamyka się w klatce. 
Lilka jest bardzo ciepłą osobą. Potrafi zadbać o siebie, mimo że cały czas otacza ją ciemnością. Uśmiecha się, kiedy słońce ogrzewa jej twarz. Lubi zapach kwiatów, a pieczenie babeczek sprawia jej ogromną radość. Dobrze się uczy. Jest (nie)zwykłą nastolatką. Jedyny problem tkwi w murze, jaki zbudowała wokół siebie. Nie chce próbować wyjść do ludzi. Woli pozostać w ustronnym, cichym miejscu. W jej własnym domu. Przemiana jej sposobu myślenia wydaje się więc być przeogromna. Zaczyna robić rzeczy, o których wcześniej nawet nie marzyła, a wszystko za sprawą Tomka, nowego korepetytora fizyki. Chłopak pragnie pokazać Lilce, że świat nie kończy się na tarasie jej domu. Sposób, w jaki Martyna Senator przedstawiła zmagania osiemnastolatki z wydostania się ze wspomnianej klatki, ujął moje serce. Dziewczyna, która momentami zbyt emocjonalnie reaguje na pomoc, z czasem pokazuje swoją silną stronę, dzięki której na nowo widzi świat oczami wyobraźni. Staje się wzorem. Udowadnia, że czasem warto zaryzykować, że czasem warto zawalczyć o szczęście, bo ona gdzieś jest. Wystarczy tylko poszukać.

– Wydaje mi się, że najwyższy czas wyciągnąć go z szuflady dupków – sugeruje Mikołaj.
Przygryzam lekko dolną wargę i przez chwilę zastanawiam się nad jego słowami.
– Obawiam się, że masz rację.
Ósmy kolor tęczy uświadamia również, że nie można pochopnie oceniać ludzi. Każdy ma prawo do popełnienia jakiegoś błędu i głupotą wręcz jest od razu skreślać takiego człowieka, ponieważ w głębi duszy może okazać się, że jest on naszą bratnią duszą. Naszym przyjacielem, który za moment postanowi okazać nam życzliwość, której tak bardzo potrzebujemy.

Można powiedzieć, że Martyna Senator stworzyła nic nie wymagającą historię, która toczy się powoli, ale z gracją. Zgodzę się z tym. Każdy kolejny opisany dzień Lilki nie wydaje się być zaskakujący, wszystko toczy bez pośpiechu. Aczkolwiek z czasem opowieść powoduje szybsze bicie serca. Kolejne pomysły Tomka, by wyciągnąć Lilkę z domu wydają się niebezpieczne, szalone, a z drugiej strony ekscytujące i piękne. Autorka genialnie poprowadziła akcję! Najlepsze zaś zaserwowała na samym końcu. Czytając ostatnie strony, rozpłakałam się. Nie spodziewałam się takiej bomby emocjonalnej, która rozdarła moje biedne, czytelnicze serce! 

(Nie)zwykła historia, którą pokochałam, z równie (nie)zwykłymi bohaterami, których pokochałam jeszcze bardziej. Pouczająca, wzruszająca, urocza! Z pewnością nie jest to moje ostatnie spotkanie z twórczością Martyny Senator. Jestem pod ogromnym wrażeniem Ósmego koloru tęczy. Jestem dumna, że udało mi się przeczytać tak wartościową książkę, którą polecam każdemu. Bez wyjątku!


Za możliwość zapoznania się z książką dziękuję Wydawnictwu Videograf.

0 komentarze